Sport to zdrowie
Kategoria: sport
Jak część z was wie (czyt. zapewne ma podobnie), mój sposób pracy wpływa bardzo destruktywnie na zdrowie - począwszy od przeciążenia nadgarstków (niewygodne klawiatury, za dużo pisania), poprzez oczy (odległość oczu od ekranu laptopa ~80cm), aż po skrzywienia kręgosłupa, ogólne osłabienie organizmu i brak wydolności (zadyszki przy dojściach do samochodu
).
Ponieważ w “najbliższym” czasie zostanę Ojcem (na szczęście nie dyrektorem) - postanowiłem poprawić swój styl życia. Wolałbym, żeby moja Córka miała Ojca i dwóch dziadków, a nie trzech dziadków (w przypadku Teścia dziadkowanie wygląda jeszcze inaczej - o tym poniżej). Od około 5 tygodni biegam… przesadziłem - biegam od trzech tygodni, wcześniej to były długie spacery i krótkie podbieganie. Ponieważ mieszkam w lesie (muszę jakieś fotki fajne w końcu zrobić), z terenem do treningu nie ma problemu - jest dużo dróg leśnych, bieganie którymi jest niesamowicie przyjemne. Codziennie na bieganie poświęcam około 1.5h - z czego 1.2h jest w lesie, a pozostały czas to czynności dodatkowe - gimastyka, kąpiel, spacer (jak nie dobiegną, lub jak chcę zacząć trochę dalej). Przyjąłem startegię biegania jedną ścieżką i wydłużania dystansu codziennie (200-400m). Jak narazie metoda się sprawdza…
Pierwszy bieg “publiczny” odbył się dwa tygodnie temu - w ramach akcji “Polska biega” organizowanej w Olkuszu. Zabrałem sąsiada Bartka (11 latek
) i wystartowaliśmy na 3km na stadionie w Olkuszu. Niestety byłem po mocno zakrapianej imprezie i średnio wspominam start - Bartek raczej się męczyl biegnąc moim tempem, na dodatek zgłosiłem go jako starszego i nie dostał pucharu dla najmłodszego uczestnika - chociaż to właśnie jemu sie należał.
Od tego czasu systematycznie zwiększałem dystans, aż doszedłem do wniosku, że jestem gotowy - 10km w Bukownie… wydawało mi się (patrząc na czas i szacując odległość, którą biegam po lesie), że jestem gotowy na ten dystans… niestety… albo zabrakło mi muzyki (zawsze biegam z telefonem i słucham jednego kawałka - który nadaje mi tempo), albo za bardzo sforsowałem tempo (biegnąc w biegu zazwyczaj dostosowuje się prędkość biegu do kogoś, kto biegnie przed nami). W każdym bądź razie, trochę brakło mi sił.. Od 8km to była mordęga i ciągła walka o każdy metr. Oczywiście się udało.
Plan wykonany - przebiegłem bieg 10km bez zatrzymania, nie zszedłem z tego świata - miejsce bardzo słabe (liczyłem, że będzie więcej amatorszczyków takich jak ja - niestety bieganie w Polsce nie jest tak popularne, jakby się wydawało - albo dystans zbyt długi) - ale czas “OK” (~56 minut [zwycięzca ~32]).
Co dalej? Właśnie się zbieram do lasu - idę rozbiegać zakwasy, bo mnie trochę nogi łupią. Jeśli w tym sezonie uda się przebiec pół maraton, to będę przeszczęśliwy - a tak na prawdę, to chciałbym przebiegać tą dziesiątkę codziennie.
Nie dodałem jeszcze nic na temat poprawy zdrowia (misja nauczania) - prawie całkiem zbiłem pijacki brzuch, jeszcze mała fałdka została, ale i jej się pozbędę. Bardzo mocno poprawiłem pracę mięsni brzucha (znów zaczynają się pojawiać) - dzięki czemu mój kręgosłup dostał dodatkowe podtrzymanie i nie boli mnie już prawie wogólę. Poprawa mięśni rąk jest minimalna (raczej motoryka się poprawiła), na nogach prawie nie widać zmiany - ale to pewnie kwestia jeszcze 2-4 tygodni.


