Zanim pojawią się spoty wyborcze…

jQueryMobile Gallery

Od kilku dni “bawię się” (czyt. poznaję) jQuery Mobile. To jest prosta biblioteka, która pozwala w szybki sposób przygotować aplikację działającą na urządzeniach mobilnych (po szczegóły zapraszam na stronę jquerymobile.com). To, czego mi brakowało w książkach dostępnych na rynku, to gotowe, działające i warte uwagi rozwiązania.

Przeszukując internet znalazłem ciekawą stronę: http://www.jqmgallery.com. Znajdziecie na niej zestawienie kilkudziesięciu działających aplikacji opartych właśnie o tę bibliotekę. Szybko można znaleźć działające rozwiązania i przejrzeć kody źródłowe stron. Polecam.

Komentarze, komentarze…

Nie prowadzę zbyt poczytnego bloga, ale sam chętnie czytuję blogi – niezbyt chętnie, ale również zdarza mi się komentować na stronach innych ludzi. Jeśli już wyrażam swoją opinię, przede wszystkim staram się dopasować do tematu, który komentuję. Jeśli wpis jest bardzo techniczny, wymagający wiedzy i doświadczenia, nie bronię się przed “ciężką” terminologią i niezrozumiałymi dla “przeciętnego” internauty nawiązaniami. Jeśli zaś jestem na blogu kogoś początkującego, albo popełniającego błędy – staram się go naprowadzić i pomóc mu.

Mam posta, którego komentarze bardzo mi się podobają – chodzi konkretnie o “MySQL delete z left join“. Prosty tekst, który zawiera wiedzę poszukiwaną od czasu do czasu przez początkujących programistów. W zasadzie wszystkie komentarze są pozytywne i napisane w sposób taki, że aż chce się pisać podobne “wskazówki”.

Dlaczego zatem napisałem ten post?

Ostatnio dużo czytam. Nadrabiam zaległości nieczytania z ostatnich trzydziestu lat, w których przeczytałem może trzydzieści książek (nieinformatycznych). Prócz czytania, wrzucam krótkie teksty na temat tego co przeczytałem – trudno nazwać te wpisy recenzjami, są one raczej zachętami do przeczytania. Lubię je pisać. Sprawia mi frajdę to, że mogę podzielić się z wami swoim zachwytem książką, którą niestety właśnie skończyłem czytać (bo niektóre mogłyby się nigdy nie kończyć). Po kilku wpisach pojawiły się pierwsze komentarze. Publikuję je, bo czemu nie. Ostatnio jednak doszło do pierwszej “cenzury”. Usunąłem komentarz pewnego czytelnika, gdyż ten, w głupi sposób zwrócił mi uwagę na błąd w tekście, którego to błędu nie było (a jeśli jednak był, to po tym komentarzu wcale go nie znalazłem). Sam sposób wypowiedzi był arogancki i “typowo internetowy” (żeby nie napisać onetowy).

Durnym, głupim, bezmyślnym i trolowym komentarzom mówię zdecydowane nie.

Eric-Emmanuel Schmitt – “Trucicielka”

Odkąd zacząłem czytać książki, opowiadania wydawały mi się zbyt banalne. Zbyt krótka i zwięzła forma, żeby zawrzeć w niej coś, co mógłbym uznać za warte przeczytania. Kupując “Trucicielkę” nie zdawałem sobie (niestety) sprawy z tego, że jest to zbiór opowiadań.Początkowy zachwyt opowiadaniem “Trucicielka” szybko się skończył – po niecałej godzinie czytania. Kolejne opowiadania nie były aż tak ciekawe, dość schematyczne historie, ale opowiedziane przyjemnym językiem. Więc mimo całej przewidywalności, z przyjemnością czytałem kolejne strony książki. Trzeba też przyznać, że skończyłem ją zbyt szybko. Brakuje w niej co najmniej dwóch opowiadań.

Historia “Trucicielki” wciągnie każdego czytelnika. Kobieta fatalna, której aura tajemniczości działa jak magnes. Pojawienie się księdza, od razu narzuca dalszą część historii, ale nie okazuje się ona taka banalna. Można ją świetnie przeciwstawić promowanemu obrazowi księży w “U Pana Boga…” (w ogródku, za piecem) czy Księdza Mateusza.

“Powrót”, krótkie opowiadanie na temat obłędu myśli, jakie mogą osaczyć człowieka zamknięte w czterech ścianach – ze zbyt małą ilością (złych) informacji. Imaginacja i stąpanie po krawędzi rozsądku – świetnie pokazane. Historia ta, pokazuje też, że ludzie potrafią się zmienić. Diametralnie.

“Koncert Pamięci Anioła” to najsłabsza wg mnie historia. Błąd młodości i nieprzewidywalne konsekwencje.

“Elizejska miłość”, aż nadto przypomina historię pewnego francuskiego prezydenta. Niestety, autor postanowił zafundować nam happy end, a przecież nie tak się to skończyło. Może ludzie wolą czytać pozytywne historie? Zdecydowanie – o czym dowiódł już nie jeden eksperyment (w tym mój). Niestety, nie wszyscy.

Wszystkim, którzy mają możliwość, polecam “Trucicielkę” – świetny warsztat, ciekawe pomysły. Niesamowita analiza osobowości – we wszystkich opowiadaniach. Niestety, szybko się kończy.

Wracając jeszcze do formy – opowiadań. Jakiś czas później kupiłem Janusza Zajdla “Relacja z pierwszej ręki” (której recenzja wkrótce na blogu) – i zachwyciłem się tą formą literacką! Zajdel potrafił zamykać zastanawiające historie w bardzo krótkiej formie. Mistrzostwo – nic dodać, nic ująć, a jednocześnie zaintrygować czytelnika. Nie zdarzyło się chyba, żebym po przeczytaniu któregoś opowiadania nie zapadł w zadumę i przemyślenie na temat tego co przeczytałem.

Mario Vargas Llosa – Ciotka Julia i skryba

Chodziłem po empiku i szukałem książek do przeczytania – tak wiem, to nie najlepsze miejsce na szukanie, ale ja lubię się tam pokręcić. Po długich i raczej bezowocnych poszukiwaniach (a czasu miałem pod dostatkiem, moja połowica buszowała po wszelkiej maści sklepach, do których ja bałbym się wstąpić, a sklepów ” jest ze sto czterdzieści, sam nie wiem co się w nich jeszcze mieści”), zwróciłem uwagę na czerwony napis na jednaj z książek “Literacka Nagroda Nobla 2010″. Zdobycie nagrody, to zazwyczaj dobra rekomendacja dla książek, dlatego wziąłem ją do ręki i przejrzałem ostatnią stronę. Możliwości innej nie było – książka wylądowała w koszyku.

Niestety, ostatniostronicowe zachwalania okazały się marketingową papką, a “rozpusta” i “skandal” nie jest aż tak wielki, żeby nazywać go skandalem. Być może to jednak tylko moje spojrzenie – nie pamiętam już, jak to jest, kiedy ma się osiemnaście lat i czy ślub w tym wieku może być skandalem. Bo ciotka, to nie taka ciotka o jakiej myślicie. A i rozpusta ogranicza się do trzech wspomnień o kochaniu i tysiącu pocałunków. Początkowe zawirowania roztłumaczone, skupmy się na samej książce.

Czyta się ją przyjemnie – bardzo przyjemnie. Doczytawszy do końca akapitu, trudno odmówić sobie przyjemności przeczytania następnego. Klimat Peru, jest świetnie odtworzony – kulinarnie, muzycznie, klimatycznie. Świetnym pomysłem jest wplecenie opowiadań tytułowego “Skryby” w treść książki… tylko, jeśli usunąć te opowiadania, to samej treści niewiele zostaje. Zaś nowelki, początkowo zachwycające, z czasem stają się nużące – ale nie będę wam zdradzał dlaczego, w każdym razie i to ma swoje wytłumaczenie (całkiem logiczne).

To, co bardzo mi się podobało (w odróżnieniu np. od Zafona), to realizm do końca – bez wymyślania niestworzonych rzeczy, sytuacji i zachowań. Nawet wspomniane zawirowania w nowelkach, które z czasem tracą realizm, są sensownie wytłumaczone.  Do ostatniej strony poznajemy życie bohaterów – zarówno tych pierwszoplanowych, jak i pobocznych – którzy również wzbudzają sympatię. Świetnie pokazane jest “życie” – nieprzewidywalne, niezrozumiałe, nie zawsze głaszczące po głowach chłopców fortuny. Ale to życie, jedyne które mamy.

Polecam wszystkim – sam planuję zakup kilku “cięższych” książek tego autora ( ta, należy ponoć do “nurtu lekkiego” pana Llosa). Zobaczymy, co będzie z nami dalej…



Copyright © 2004–2009. All rights reserved.

RSS. Szablon Modern Clix zrobiony przez by Rodrigo Galindez, z poprawkami moimi.