Nowy komputer… nowe problemy…

Od kilkunastu dni jestem “małym przedsiębiorcą” – do celów firmowych zmieniłem komputer (thx. to Unia :D) – HP Pavilion 6540. Z komputera jestem zadowolony – i to bardzo (nowoczesny wygląd, dobre parametry, dodatkowe oprgramowanie, cena), problemy zaczęły się, kiedy spróbowałem zainstalować linuksa na swoim “super nowym” komputerze…

Wszystkie dystrybucje padały po kolei… fedora core – nawet nie uruchomił się instalator (nie wykrył CD z którego został zbootowany…). openSuse – brak wykrycia karty sieciowe, nawet kompilacja sterowników nic nie dała… ubuntu – problemy ze sterownikami karty graficznej, karta muzyczna działa – ale nic nie słychać (operacja się udała, pacjent zmarł), nowifi.

Skąd moje narzekanie na linuksa? Liczyłem, że z biegiem lat, system ten będzie się uczłowieczał, niestety tak nie jest. W 1997 roku instalowałem linux po raz pierwszy – problemy miałem ze wszystkim, a X’y uruchomiłem po dwóch dniach konfiguracji (ręcznej!)… zepsułem je na następny dzień i nie potrafiłem już naprawić (metoda jak na windows 95 – reinstalacja pomogła). Od tego czasu minęło 10 lat, a ja znów musze konfigurować X’y w trybie tekstowym, grzebiąc po plikach, które nie do końca rozumiem. A windows? Tutaj nie było problemu, ponieważ o wszystko zadbał producent.

W czym więc problem? Czasami mam “wezwania” od znajomych, lub zaprzyjaźnionych firm – proszę przyjechać i zainstalować drukarkę – pod windowsem. Calość operacji mieści się w 5 minutach i klikaniu dalej, ale nikt w firmie tego nie zrob. Proszę mnie teraz przekonać, że powinienem zaproponować tej firmie wdrożenie linuksa + open office jako zastępnik systemu Windows. Nie da się – pomimo całego mojego optymizmu.