Tracker. Dosłownie.
Muzyczne “trackery” znane są od lat. Pierwsze trackery były dostępne na 16bitowe amigi, ale wydaje mi się, że powstały (później) również wersje na 8bitowce. Tworzenie muzyki na trackerach jest dość specyficzne i potrzeba chwili czasu, żeby zrozumieć o co w nich chodzi. Później trzeba poświęcić jeszcze dużo więcej czasu, żeby nauczyć się wyciskać z nich wszystko, co tylko możliwe – albo, żeby po prostu osiągnąć to, co chcemy osiągnąć.
Jeśli przyjrzeć się dokładniej, to “soundtrackery” przypominają… jazdę samochodem. Co prawda, ja nigdy na to nie wpadłem, ale są ludzie którym przyszło to do głowy. Brzmi to trochę głupio, wygląda niepoważnie, ale działa. Kolejny szalony pomysł, który warty był realizacji – zobaczcie, jak to wygląda.
ISLE OF TUNE from inskt on Vimeo.