Gwiezdne Wojny przygotowane do obejrzenia wkrótce poznam…
“Gwiezdne Wojny” – przygotowane do obejrzenia… wkrótce poznam “całą prawdę” (czyt. obejrzę pierwszy raz).
“Gwiezdne Wojny” – przygotowane do obejrzenia… wkrótce poznam “całą prawdę” (czyt. obejrzę pierwszy raz).
Przerażająco bliska przyszłość…
Bardzo kiepska próba połączenia “Blair witch project” z “Nocą żywych trupów”. Wszystko wygląda bardzo amatorsko – gra aktorska, dialogi, scenariusz, zaangażowanie. Myślałem, że to jest fanowska wizja – niestety, to “poważne kino”. Nie polecam – nie wnosi nic do tematu.
Strasznie, strasznie naciągana fabuła. Czasami aż boli… schematyczne postacie, które nie budzą sympatii – ani nawet wstrętu (w przypadku “czarnych charakterów”. Odradzam – nawet do popkornu.
http://technowinki.onet.pl/biznes/czy-polsce-grozi-cenzura-internetu-w-imie-ochrony-,1,5004106,artykul.html równoważna ustawa przejdzie bez echa…
Zauważyłem ciekawy produkt w Plejadzie Sosnowiec – dokładniej w Carrefour. Creative Ziio 10″ za 899zł. Cena wydawała mi się niska, więc szybko sprawdziłem na ceneo:
Faktycznie… cena niska. Kupiłem. Z tego co widziałem, jest jeszcze co najmniej jeden – jeśli ktoś szuka taniego dużego tabletu – taniej nie znajdzie.
Wyświetlacz nie rzuca na kolana – ale do moich potrzeb jest wystarczający. Przeglądam książki, internet i pykam w proste gierki. Bez narzekania. Android 2… w zastosowaniach internetowych – wystarczający.
Jest kilka(naście?) innych zarzutów, które pewnie w najbliższym czasie opiszę.
Nie prowadzę zbyt poczytnego bloga, ale sam chętnie czytuję blogi – niezbyt chętnie, ale również zdarza mi się komentować na stronach innych ludzi. Jeśli już wyrażam swoją opinię, przede wszystkim staram się dopasować do tematu, który komentuję. Jeśli wpis jest bardzo techniczny, wymagający wiedzy i doświadczenia, nie bronię się przed “ciężką” terminologią i niezrozumiałymi dla “przeciętnego” internauty nawiązaniami. Jeśli zaś jestem na blogu kogoś początkującego, albo popełniającego błędy – staram się go naprowadzić i pomóc mu.
Mam posta, którego komentarze bardzo mi się podobają – chodzi konkretnie o “MySQL delete z left join“. Prosty tekst, który zawiera wiedzę poszukiwaną od czasu do czasu przez początkujących programistów. W zasadzie wszystkie komentarze są pozytywne i napisane w sposób taki, że aż chce się pisać podobne “wskazówki”.
Dlaczego zatem napisałem ten post?
Ostatnio dużo czytam. Nadrabiam zaległości nieczytania z ostatnich trzydziestu lat, w których przeczytałem może trzydzieści książek (nieinformatycznych). Prócz czytania, wrzucam krótkie teksty na temat tego co przeczytałem – trudno nazwać te wpisy recenzjami, są one raczej zachętami do przeczytania. Lubię je pisać. Sprawia mi frajdę to, że mogę podzielić się z wami swoim zachwytem książką, którą niestety właśnie skończyłem czytać (bo niektóre mogłyby się nigdy nie kończyć). Po kilku wpisach pojawiły się pierwsze komentarze. Publikuję je, bo czemu nie. Ostatnio jednak doszło do pierwszej “cenzury”. Usunąłem komentarz pewnego czytelnika, gdyż ten, w głupi sposób zwrócił mi uwagę na błąd w tekście, którego to błędu nie było (a jeśli jednak był, to po tym komentarzu wcale go nie znalazłem). Sam sposób wypowiedzi był arogancki i “typowo internetowy” (żeby nie napisać onetowy).
Durnym, głupim, bezmyślnym i trolowym komentarzom mówię zdecydowane nie.
Zgadzam się z autorem w 100%.
Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy poprzednio zdarzyło mi się być w cyrku. Nie pomylę się o wiele, jeśli napiszę, że było to 20 lat temu. Kiedy pojawiła się możliwość, postanowiłem odświeżyć swoje wspomnienia dotyczące cyrku. Nie wspomniałem jeszcze o tym, że mam w głowie świetne opowiadanie, właśnie w cyrkowych realiach… A po prawdzie, głównym powodem była chęć pokazania cyrku Małej :-)
Dodam jeszcze, że słyszałem bardzo negatywne opinie na temat tego cyrku – że nuda, że nic nie ma, że nie śmieszne. Oczywiście, nie brałem tych opinii pod uwagę – bo opinia jest jak dupa, każdy ma swoją.
Nie będę rozpisywał repertuaru, a jedynie wspomnę swoje subiektywne wrażenia o poszczególnych grupach. Na koniec zaś zachowam osobistą historię.
Akrobaci, początkowo wydawali mi się bardzo słabi. Para poruszająca się po obręczach, nie zachwyciła mnie. Ale już każde kolejne pojawienie się, było coraz ciekawsze. Występ z balansowaniem był mistrzowski – zachwycam się nim do teraz.
Kolejna grupa akrobatów – dwóch mężczyzn, zachwyciła mnie od początku. Świetnie przygotowana choreografia, dobre zgranie i radość z pracy – to musi się podobać. Przy występie na batucie, mała szalała, jakby to ona na tej “trampolinie” miała za chwilę skakać.
Był jeszcze “Władimir” – z wyglądu Rosjanin, którego występ nie był może porywający, ale był co najmniej dobry.
Zwierzęta, jak zwierzęta – trudno się zachwycać tresurą, jeśli skończyło się 30 lat ;-) Dzieciarnia jednak szalała, kiedy konie tańczyły. Albo kozy biegały po brzegu areny. Na szczęście nie było żadnych niebezpiecznych zwierząt – bo temu jestem przeciwny. Cyrk, to nie zoo. Jeśli chcę oglądać dzikie zwierzęta, to idę do zoo, a nie do cyrku.
Był też klaun – ani z wyglądu, mimiki, ani ze skeczy nie zachwycał mnie. No, jednak musiał być. Miał jeden, tylko jeden niesamowity numer – i to tylko dlatego, że głównym bohaterem (no dobrze, jednym z głównych bohaterów) tego numeru byłem ja!
Pamiętam, jak Wójcik z kabaretu “Ani mru mru” opowiedział, że jego przygoda z występami zaczęła się od “wciągnięcia” na scenę, przez kabaret “Potem” (mój ulubiony zresztą). Teraz już wiem, dlaczego mu się tak spodobało. Jeśli mimowolnie staje się na scenie, którą ogląda kilkaset osób, wszyscy się przy tym dobrze bawią, bardzo łatwo pomyśleć o tym, że to nasza zasługa. No, na szczęście mi woda sodowa do głowy nie strzeliła i nie wymyślałem nic. Odegrałem pięknie swoją rolę (rozbawiając przy tym Żonę i Córkę), wycałowałem się z obcą babą (niestety, tylko na niby), wróciłem na miejsce przy owacjach na stojąco (od Żony i Córki).
Warto jeszcze wspomnieć o kosztach. Bilety są po 60zł (dwa pierwsze rzędy) i 50zł (dalsze) – zastanawiałem się, dlaczego ludzie wybierają dalsze rzędy, wydając tylko 10zł mniej – ale to ich problem. Prócz tego, wszystko jest płatne – karuzele, sto tysięcy zabawek, picie i jedzenie (to akurat nie dziwi).
Czy warto. Warto. Oczywiście nie dla siebie, ale dla dziecka. Mała (2.5 roku) zapewne nie będzie tego pamiętać, ale dla tych dwóch godzin zabawy, warto. Polecam też pierwsze rzędy – koszt niewiele wyższy, a emocje dużo większe.
Rozbawić dzieciaki na sali – bezcenne.
Lubię Tuwima. Jeśli można mówić w czasie teraźniejszym o zmarłym. Lubię to, co po nim zostało. Pewnie można powiedzieć, że częściowo to z powodu mojego mieszkania przez kilkanaście lat na ulicy Tuwima. Nie, to nie dlatego. Po prostu był niepowtarzalny.
A gdyby żył, pewnie dodał by do listy spamerów.
“Mam wrażenie że niejeden by wtedy uklęknął” (Pan Maleńczuk)
Pół wieku temu, dokładnie 12 kwietnia 1961 roku, Jurij Gagarin poleciał w kosmos. Marzenie ludzi – futurologów, fantastów – a może przede wszystkim, wojskowych, spełniło się.
Śmieszą mnie wyczytane teksty, że Gagarin panicznie bał się lotu. Kto by się nie bał? Ludzie boją się latać samolotami w XXI wieku, boją się samochodów i prędkości, boją się zamkniętych pomieszczeń. On miał zrobić coś, czego nie zrobił nikt wcześniej (są również teorie, nie wiem na ile prawdziwe, że próby lotu z człowiekiem na pokładzie odbywały się, ale nie zakończyły się powodzeniem)! Że napisał list pożegnalny… “Gwiazda polskiej estrady”, Artur Rojek, przy każdym wsiadaniu do samolotu żałuje, że jeszcze nie sporządził testamentu.
Świetny tekst napisał (zaimprowizował?) Pan Maleńczuk kilkanaście już lat temu. Świetny, niesamowity kult dla pionierów kosmosu. Zgadzam się z każdym słowem.
Filmik dotyczący pierwszego lotu:
Oporowy wyświetlacz i Android 2.
Zwłaszcza to pierwsze da się szybko odczuć…