Basen. Olkusz vs Trzebinia
Ze względu na “awarię węzla ciepłowniczego” (cyt) wczoraj pojechaliśmy na basen do Trzebinii. Ostatni raz byłem tam conajmniej trzy lata temu – wtedy porównywałem tamten basen wyłącznie z Chrzanowskim (w Olkuszu był wtedy w remoncie). Po godzinnej zabawie postanowiłem napisać krótkie porównanie – dla tych, którzy zastanawiają się, czy pływac w Olkuszu, czy jednak wybrać się kawałek dalej.
Basen w Olkuszu odnowiono niedawno – został oddany do użytku rok (lub trochę więcej niż rok) temu. Na rafinerii basen działa dłużej – ze względu na to, że nie mieszkam w Trzebinii nie jestem w stanie powiedzieć kiedy. Nie zauważyłem jednak zmian w porównaniu do tego, co pamiętam sprzed kilku lat. Dlaczego zacząłem od niedokładnego porównania czasu? Naturalnym wydaje się, że coś oddane niedawno powinno być “conajmniej równie dobrze” przemyślane, jak coś “wiekowego”.
…a tak nie jest.
Z zewnątrz basen w Trzebinii robi wrażenie obiektu nowoczesnego i dobrze zadbanego. Przygaszone światła zachęcają do zajrzenia – co jest w środku. Basen olkuski to duży budynek, który tak na prawdę jest nijaki – dodatkowo zmniejszono liczbę okien – praktycznie nie ma możliwości zajrzeć do środka z zewnątrz.
Świetny (odśnieżony!) parking w Trzebinii, bez problemów z miejscem do parkowania. W Olkuszu – mimo dużego placu – i jeszcze większego potencjału, ciągle brakuje miejsca – dochodzenie do samochodu 100m zimą (po basenie) nie jest najprzyjemniejsze – jak również ryzykowne. Placu wokół basenu jest dużo, nie wiadomo tylko dlaczego nie został wogóle przystosowwany do parkowania.
Dużym plusem Olkusza jest szatnia – okrycia wierzchnie i zimowe buty można zostawić na dole, nie biorąc ich wogóle do szatni “rozbieranej”. Na rafinerii niestety wszystkie rzeczy bierze się ze sobą. Szatnia… jak to okreslił wczoraj Wołek – w Olkuszu przebieralnia ma najnowszy trend – zasłonki w boksach przebierania. Jeśli dobrze pamiętam, kiedy byłem w 5klasie szkoły podstawowej, kiedy basen mieliśmy obowiązkowy – ten sam trend był w modzie. W Trzebinii za to, są świetne boksy – jest ich kilka – są przestronne, łatwo zamykalne. Szafki… miałem napisać w skrócie, że nie będę się czepiał – ale po chwili zastanowienia jednak zrobię to. Olkusz ma szafki, które składają się z dwóch liter “L” (jedna odwrócona do góry kreską) – co powoduje, że albo nie ma się za dużo miejsca na dole, albo ma się je tak nisko, że niewygodnie jest sięgać. W Trzebinii są zwykłe prostokątne szafki – nic szczególnego, ale też czepiać się nie da.
Po przebraniu idziemy pod prysznic. Trzebinia – duża przestrzeń z gęsto osadzonymi prysznicami. Ciśnienie wody duże, woda gorąca, idealne miejsce do porozmawiania przed i po pływaniu. Dlaczego zwracam uwagę na to, że można rozmawiać? Bo w Olkuskim basenie ktoś wpadł na genialny pomysł zamontowania desek między poszczególnymi prysznicami. Nie mam zielonego pojęcia kto i kiedy wpadł na taki pomysł. Rozmawiać się nie da – za to często słychać krzyki osób, które jednak chciałyby zamienić kilka zdań.
Wchodzimy popływać – tutaj wychodzi największa wada Trzebinii – basen tam jest po prostu mały. Nie potrafię oszacować różnic w długości, ale dużo lepiej pływa mi się w Olkuszu. To w zasadzie jedyna wada w tym porównaniu. Bo prócz basenu w Trzebinii jest jest jeszcze drugi – mniejszy basen, gdzie można albo popluskać się z dzieckiem, albo wykorzystać masaże wodne (świetne z dużym ciśnieniem!), albo zjeżdżać ze zjeżdżalni. Nic z tych atrakcji w Olkuszu nie znajdziecie.
Sauna. Basen w Olkuszu ma 20 lat, ale dopiero niedawno zrobiono saunę “suchą”. Sauna jak sauna – narzekać nie ma na co (może poza tym, że po pół roku musieli robić remont ławek – nie wiem tylko czy faktycznie coś się zepsuło, czy ktoś zepsuł je z wyrachowania). Za to w Trzebinii są dwie sauny – parowa i sucha. Parowa w pięknych płytkach, sucha podobna do olkuskiej (wyższa i z jednym rzędem siedzisk). To, co zwróciło naszą uwagę – to dużo wyższe temperatury w Trzeibnii – różnica około 20stopni! …i ta parowa ;-)
Jeszcze porównanie kosztów – basen w Olkuszu, 5zł za godzinę. Trzebinia 13zł za godzinę, 40gr za minutę sauny. Za wczorajszą imprezę zapłaciliśmy 20zł. To trochę dużo, jak na półtorej godziny zabawy z wodą. Gdyby koszt 13zł miał wliczony kwadrans sauny – myślę, że wolałbym jeżdzić te 20 km do Trzebinii, niż siedzieć w Olkuszu (do którego przecież też jadę, tylko trochę krócej).
To wszystko, co chciałem zestawić w tym porównaniu. Nie dodaję nic o siłowni, która jest dostępna w Trzebinii – czy o ratownikach, którzy tam faktycznie wydają się “pilnować” – w Olkuszu jest jeden, praktycznie niewidoczny.
Prócz kosztu – basen w Trzebinii bije olkuski na głowę. Pod każdym względem. W zasadzie…
Basen w Olkuszu ma tylko jedną zaletę – jest.

